Po pięćdziesiątce otworzyli dom dla trojga dzieci. „Teraz to już my”

Po pięćdziesiątce otworzyli dom dla trojga dzieci. „Teraz to już my”

W jednym domu mieszkają dziś Ania i Wojtek, ich dwoje dorosłych dzieci oraz troje dzieci przyjętych do rodziny zastępczej. Kacper, Marysia i Ala trafili do nich z różnymi doświadczeniami i potrzebami. W Otwocku ta historia pokazuje, że rodzicielstwo zastępcze nie zawsze zaczyna się od wielkiego kryzysu – czasem od decyzji, by podzielić się spokojnym, gotowym domem.

  • Najpierw były obawy o wiek i codzienne możliwości
  • Kacper i Marysia potrzebowali czasu, nauki i bliskości
  • Trzecie dziecko pojawiło się po spokojnych przygotowaniach
  • W rodzinie zastępczej zmienia się rytm całego domu

Najpierw były obawy o wiek i codzienne możliwości

Ania i Wojtek są po pięćdziesiątce. Ich własne dzieci mają 26 i 22 lata, ale nadal mieszkają z rodzicami. Niecałe dwa lata temu do rodziny dołączyli 12-letni Kacper i 10-letnia Marysia. Pół roku później przyjęli także 8-letnią Alę.

Pomysł wyszedł od Ani. Zawsze chciała mieć pięcioro dzieci, jednak wychowała dwoje. W pewnym momencie uznała, że może otworzyć dom dla dzieci, które potrzebują opieki. Wojtek zajął się przede wszystkim przygotowaniem mieszkania – trzeba było między innymi zorganizować dodatkowy pokój.

Początkowo Ania miała wątpliwości. Pytała w internetowej grupie dla rodzin zastępczych, czy małżeństwo po pięćdziesiątce, bez jej stałego zatrudnienia i z firmą prowadzoną przez męża, spełnia odpowiednie warunki. Otrzymała odpowiedź, że ich stabilność i doświadczenie mogą być atutem. Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie sprawdza ich stan zdrowia co dwa lata.

To informacja istotna dla innych osób rozważających podobną decyzję. Sam wiek nie przekreśla możliwości zostania rodziną zastępczą, ale kandydaci muszą przejść ocenę i przygotowanie wymagane przez PCPR.

Kacper i Marysia potrzebowali czasu, nauki i bliskości

Początki nie były łatwe. Kacper przez około pół roku prawie się nie odzywał. Po zmianie szkoły trafił do zwykłej klasy i stopniowo zaczął sobie radzić. Marysia miała duże zaległości w czytaniu i słownictwie. Nadrobiła je dzięki systematycznej pracy, a w nowej klasie szybko została zaakceptowana.

W pomoc włączyły się także dorosłe dzieci Ani i Wojtka. Córka ćwiczyła z młodszymi domownikami angielski, a syn podpowiedział Kacprowi, że przepisywanie tekstu może pomagać bardziej niż samo czytanie. Nauka nie była więc zadaniem jednej osoby – zajmowała się nią cała rodzina.

Ania i Wojtek musieli również uczyć dzieci podstawowych czynności, które wcześniej nie stały się ich codziennym nawykiem. Chodziło między innymi o mycie zębów i sprzątanie po sobie. Z czasem pojawiły się stałe rytuały, w tym wspólne wieczory z planszówkami.

Relacja z Marysią zdążyła się mocno umocnić. Dziewczynka przyzwyczaiła się do czułości, która wcześniej była jej obca – przytulenia na powitanie czy buziaka na dobranoc. Więź z Kacprem nadal się buduje, podobnie jak relacja z Alą, która mieszka z rodziną dopiero od kilku miesięcy.

„Każde dziecko potrzebuje czasu, by poczuć się bezpiecznie, szczególnie po przejściach”.

Ania podkreśla, że dzieci nie reagują w ten sam sposób. Kacper jest bardziej zamknięty w sobie i potrzebuje więcej czasu. Dorośli nie próbują tego przyspieszać, tylko dają mu przestrzeń oraz przewidywalność.

Trzecie dziecko pojawiło się po spokojnych przygotowaniach

Ania i Wojtek zdecydowali się na kurs dla rodziny zastępczej zawodowej. Zgodnie z informacją przekazaną przez PCPR, przyjęcie kolejnego dziecka było warunkiem wejścia w tę formę pieczy. Małżeństwo nie chciało jednak działać pochopnie. Najpierw poczekali, aż Kacper i Marysia poczują się w domu bezpiecznie.

Przygotowania do przyjęcia Ali objęły także rozmowy z dziećmi. Kacper miał otrzymać własny pokój, a Marysia zyskać koleżankę do wspólnej zabawy. Dzięki temu zmiana nie była dla nich nagła.

Rodzina musi przy tym organizować nie tylko relacje, ale też zwykłą przestrzeń do życia. Podczas jednej z okresowych ocen PCPR zwrócono uwagę, że dzieci mają do dyspozycji jedno biurko zamiast dwóch. Ania przyznaje jednak, że młodzi i tak często odrabiają lekcje w jej pokoju, na łóżku, bo chcą być blisko dorosłych.

Ta sytuacja pokazuje, że wymogi organizacyjne są ważne, ale nie zastępują codziennej obecności. Dziecko potrzebuje miejsca do nauki, lecz równie istotne okazują się stałe zasady, rozmowa i możliwość zwrócenia się do opiekuna w każdej chwili.

W rodzinie zastępczej zmienia się rytm całego domu

Ania mówi, że po rozpoczęciu pracy jako zawodowa mama musiała zrezygnować z części wygody i wcześniejszego stylu życia. W domu pojawiły się dziesiątki zwykłych próśb – o podwiezienie, jedzenie, czytanie czy pomoc w nauce.

„Teraz to już nie jest «ja», tylko «my»”.

Małżeństwo nie przedstawia swojej historii jako pasma spektakularnych problemów. Wojtek mówi wręcz, że ich opowieść może wydawać się mało efektowna, bo nie ma w niej wielkich kryzysów. Oboje wiedzą jednak, że dzieci są z nimi dopiero od niedawna i wiele wyzwań może pojawić się w kolejnych latach, zwłaszcza gdy dorosną.

Ania i Wojtek oceniają, że dziś są spokojniejszymi i bardziej wyrozumiałymi rodzicami niż wtedy, gdy wychowywali własne dzieci. Mają też więcej czasu. Zachęcają pary w podobnym wieku, by nie odrzucały pomysłu wyłącznie z powodu metryki.

„Trzeba nabrać dystansu do siebie, przestać się patrzeć na swój koniec nosa” – mówi Wojtek.

Rozmowa została przeprowadzona w ramach projektu „W Rodzinie”, realizowanego przez Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie i współfinansowanego ze środków Europejskiego Funduszu Społecznego Plus w ramach programu Fundusze Europejskie dla Mazowsza 2021–2027. Historia tej rodziny pokazuje, że więź nie powstaje od razu. Budują ją powtarzalne czynności, cierpliwość i obecność – dzień po dniu.

na podstawie: Starostwo Powiatowe w Otwocku.

Treści na stronie są opracowywane z wykorzystaniem sztucznej inteligencji