Nocny pochówek i akcja AK, która wróciła po latach do Otwocka

Nocny pochówek i akcja AK, która wróciła po latach do Otwocka

W Otwocku pamięć o dwóch młodych żołnierzach Armii Krajowej wróciła na ulice miasta razem z kwiatami i nazwiskami sprzed dekad. Podczas rocznicowego upamiętnienia przypomniano los pchor. Apolinarego Akajewicza ps. „San” i pchor. Ryszarda Barańskiego ps. „Okrzeja” – ludzi, których wojna pochłonęła po akcji wymierzonej w okupacyjną administrację. Najmocniej działa jednak nie sam finał tej historii, lecz nocny gest ich towarzyszy, którzy zabrali ciała z kostnicy, zanim zniknęły w wojennym chaosie. To opowieść o odwadze, ryzyku i pamięci, która po latach wciąż domaga się prostych znaków szacunku.

  • Sabotaż w urzędzie pracy uruchomił dramat, który skończył się egzekucją
  • Nocna droga z kostnicy do Falenicy domknęła wojenną historię

Sabotaż w urzędzie pracy uruchomił dramat, który skończył się egzekucją

Podczas uroczystości 3 kwietnia, w 83. rocznicę śmierci obu żołnierzy, kwiaty w imieniu władz miasta złożyli prezydent Otwocka Jarosław Margielski oraz przewodnicząca Rady Miasta Monika Kwiek. Tego dnia przypomniano nie tylko samą rocznicę, ale też tło wydarzeń, które rozegrały się w 1944 roku i na trwałe wpisały się w miejscową pamięć.

1 kwietnia 1944 roku oddział dywersyjny dowodzony przez pchor. Apolinarego Akajewicza przeprowadził akcję w otwockim urzędzie pracy. Celem było zniszczenie dokumentacji dotyczącej obowiązkowych dostaw żywności, czyli uderzenie w jeden z elementów niemieckiej kontroli nad codziennym życiem mieszkańców. Dwa dni później kierownik tej instytucji przypadkiem rozpoznał Akajewicza i jego zastępcę, pchor. Ryszarda Barańskiego. Obaj zostali zastrzeleni.

Nocna droga z kostnicy do Falenicy domknęła wojenną historię

Jeszcze tej samej nocy żołnierze Armii Krajowej zabrali ich ciała z miejskiej kostnicy w Otwocku i przewieźli do Falenicy. Tam, na miejscowym cmentarzu, pochowano ich z należnym szacunkiem. W tej części historii najmocniej wybrzmiewa wojenne braterstwo – ciche, ryzykowne i wykonywane w ukryciu, gdy oficjalny świat wokół był już całkowicie podporządkowany okupantowi.

To właśnie takie gesty sprawiają, że pamięć o Akajewiczu i Barańskim nie zamyka się w archiwach. W Otwocku wraca przy okazji rocznic, ale też przypomina o ludziach, którzy w czasie wojny płacili najwyższą cenę za działania wymierzone w niemiecki aparat przemocy.

na podstawie: UM Otwock.